Blog gen. Waldemara Skrzypczaka

Notki

wtorek, 21 sierpień 2012, 16:22 Szanowni Czytelnicy...

... zobowiązany przez Waldemara Skrzypczaka informuję Was, że blog zawiesza swoją działalność.
Generał nie mówi "żegnam", lecz "do widzenia". Ufam, że za jakiś czas przeczytacie Jego "witam ponownie".
Przekazuję Wam generalskie pozdrowienia,
Marcin Ogdowski,
administrator strony

piątek, 13 kwiecień 2012, 15:19 Co dalej z szeregowymi?

Jak pisałem wcześniej, korpus ten czeka na zmiany w jego zorganizowaniu i wojskowym i cywilnym wykorzystaniu. Sprzyjają temu rychłe zmiany w znowelizowanej ustawie pragmatycznej. Otwierają szanse, aby wypracować przejrzysty system w funkcjonowaniu tego korpusu. Gwarantujący szeregowym szanse rozwoju w armii, jak i poza nią.
I trzeba się zgodzić, że nie wszyscy po drugim czy trzecim kontrakcie zostaną w armii. Nie wszyscy, którzy są dobrymi szeregowymi, mogą być dobrymi podoficerami. Tak, jak nie każdy dowódca batalionu nadaje się na dowódcę brygady. To w wojsku prawda oczywista i znana od stuleci.
Szeregowi z bojowym „zapleczem” powinni być wykorzystywani w armii w pierwszej kolejności. Ich wyszkolenie i użycie bojowe kosztowało państwo i podatnika ogromne pieniądze. Dla nich, obok drogi dowódczo-instruktorskiej, powinno się zrobić kilka innych ścieżek z przekwalifikowaniem na inne specjalności wojskowe zarówno w logistyce, jak i wojskowej administracji.
Dla tych, którzy z woli dowódców odejść z armii muszą, trzeba stworzyć warunki do płynnego odejścia i znalezienia się w cywilu. Służy temu już istniejąca rekonwersja, o której jeszcze niewielu wie wszystko. Służyć temu też powinno rozwiązanie systemowe w ramach porozumień międzyresortowych. Żeby wyszkolony wojskowo obywatel mógł być wykorzystany na froncie cywilnym. Ponadto stanowić zasób rezerw osobowych na wypadek wojny dla armii.
Odchodzący z armii szeregowy nie może czuć się jak wyrzucony. Stanowi sobą nadal nieoceniony kapitał. Odrobina woli i zaangażowania może stać się zaczynem do zbudowania systemu uzupełniającego dla armii.
Dlaczego szeregowy z taki doświadczeniem w cywilu ma nie być dowódcą w hierarchii dowódców np. straży miejskiej, w sformowanej na potrzeby armii jednostce ochronno-obronnej ochraniającej obiekty wojskowe? Można by mnożyć rozwiązania. Tylko kto ma to zrobić?
Podpowiadam - inicjatywa leży po stronie dowódców, którym na sercu powinno być dobro tych, którymi szereg lat dowodzili i którzy ich nigdy nie zawiedli.
Nie zapominajmy, że są to ludzie w wieku 32-36 lat. W przeważającej większości z rodzinami. Często są dla nich jedynymi żywicielami.
Chyba lepiej dla dobrego imienia armii mieć ich po swojej stronie. Dając im dowód solidarności zawodowej, tak, jak oni w służbie dawali dowody wierności sztandarowi swojej jednostki.

czwartek, 12 kwiecień 2012, 13:37 Jak rozwijać korpus szeregowych?

Profesjonalizacja niesie ze sobą szereg problemów, z którymi do tej pory się nie stykaliśmy. A fakt, że profesjonalizacja „weszła” do armii szeroko, natychmiast i bez koniecznego przygotowania, problemy te pogłębia.
I można pisać w meldunkach peany na temat profesjonalizacji. Ale trzeba też sobie powiedzieć, że wojskowi nie przygotowali jej należycie. To, co powinno być procesem, stało się „sukcesem jednej nocy”.
Na pewno obok nierozwiązanych węzłów pragmatycznych pojawił się jakże jaskrawo problem szeregowych zawodowych, dobiegających 12-tego roku służby. Tych szeregowych, którzy byli pierwszymi szeregowymi zawodowymi. Wówczas był to przywilej jednostek elitarnych, np. ze składu 6 BPD. Teraz ci elitarni stanęli przed faktem odejścia z armii. Wielu, z żalem do wojska, już odeszło.
I mimo najszczerszych chęci Pana Ministra, nie rozwiąże on problemów na poziomie jednostki wojskowej. To rola dowódców, aby stworzyć warunki i wiarę w to, że potrafimy wykorzystać najlepszych spośród setek szeregowych zawodowych. Tych, którzy jako pierwsi pojechali na Bałkany, do Iraku , Czadu i Afganistanu. Bo przecież to najlepszy potencjał do wykorzystania w rozwoju armii profesjonalnej. Tymczasem do tej pory nie byli oni kierowani do szkół w pierwszej kolejności. Mimo, że dobiegali do końca trzeciego kontraktu.
Z tego, co czytam, z rozmów z żołnierzami, wyłania się obraz wojskowego nepotyzmu wielu dowódców. Do szkół trafiają szeregowi często po 4-6 latach służby bez „zaliczenia” misji w składzie pododdziału bojowego. Przydatni niekoniecznie w linii. Jeden z dowódców opowiadał mi, że wysłał wnioski na 12 szeregowych, którzy mają za sobą Irak i dwukrotnie Afganistan w składzie kompanii bojowej. Niestety, tylko czterech spośród nich zakwalifikowano do szkół podoficerskich.
Wiem, nie wszyscy mogą do nich się dostać. Ale dowódca bojowy chyba wie najlepiej, kto powinien do takiej szkoły pójść. Kto sprawdził się w boju i nie zawiódł.
Warto dokonać oceny kryteriów naboru do szkół podoficerskich. Może należałoby ujawniać wyniki naboru w armii poprzez publikowanie, kto, skąd, za co? Dałoby to świadectwo transparentności systemu. I może skończyłby się nepotyzm niektórych, układy, tak zwane plecy. Może przywróciłoby to wiarę szeregowych w to, że o nich też się myśli.
Korpus ten czeka na wiele innych rozwiązań - na teraz i na przyszłość.
Liczę na Wasze podpowiedzi.

wtorek, 10 kwiecień 2012, 14:52 Reformatorzy reform

Nasza armia, jak chyba żadna inna na świecie, jest w epoce permanentnej reformy. I tak od 1989 roku. Żadna z nich nie przyniosła oczekiwanych rezultatów - zwiększenia potencjału bojowego.
Każda reforma jest w swych efektach gorsza od poprzedniej. Potwierdzają to wyniki nie tylko wojskowych kontroli. Ostatnim jest ocena wielkiego „sukcesu” sprzed dwóch lat, jakim ogłoszono NSR. Uwierzyć trudno, że są tacy, którzy w ten sukces wierzą - mimo że brakuje tej wiary w samych wojskach i u tych, którym na sercu leży dobro Sił Zbrojnych.
Kolejnym „sukcesem”, według ocen ekspertów, będą WOG-i (Wojskowe Oddziały Gospodarcze). I trudno z nimi się nie zgodzić, jeżeli opinie tych, którzy służą na dole, gdzie życie codzienne weryfikuje ów „niespotykany sukces logistyczny”, potwierdzają to. I dziwi fakt, że mimo bardzo złych ocen programu pilotażowego czterech WOG-ów lat temu cztery, program realizuje się z uporem wartym lepszych rzeczy. Sam podpisywałem kilkakrotnie negatywne opinie, znam też opinię śp. generała Tadka Buka. Rozmawialiśmy o tym po wielokroć. Także o wyprowadzeniu z dywizji jednostek wsparcia bojowego i logistycznego w ramach budowania Imperiów niektórych Panów. „Im więcej wojska mam, tym więcej gwiazdek mi się należy”. A zdolność operacyjna wojska to nie ich problem.
Ale pewnie i WOG-i muszą dojrzeć do zmian, jak ma to miejsce w przypadku NSR. Tylko dlaczego musi to być tak kosztowne, dlaczego podatnik musi za to płacić? Warto, by niezależny zespół ekspertów policzył koszty tej reformy. Żeby ogół polskiego społeczeństwa miał świadomość, na co płaci podatki. I warto, żeby zaczęto rozliczać za te zmarnowane środki liczone w setki milionów złotych. Należałoby również pozbawić niektórych nagród, które sobie przydzielili za dzieło reformowania wojska. Choć byłby z tym mały problem - bo okazuje się, że kiedy zapytać, kto był tego autorem, zapada milczenie i odpowiedzialność spada na Nieznanego Żołnierza.
Warto zdać sobie sprawę z faktów, co przyniosły te reformy. Na ile poprawiła się zdolność bojowa wojsk. Wśród wielu wniosków dwa nieodparcie pojawiają się w środowiskach wojskowych. Nie sprawdziły się niektóre instytucje i pracujący w nich ludzie. I dramatem jest, że nadal pomysłów na poprawę potencjału bojowego wojsk nie ma, mimo wyraźnych wskazówek od Zwierzchnika SZ i polityków decydujących o budżecie dla armii.

poniedziałek, 26 marzec 2012, 09:43 "Broń w kozły i do modlitwy"

Warunkiem właściwego procesu szkolenia wojsk jest jego dobre, czy raczej właściwe oprzyrządowanie. Ale aby to mogło nastąpić, musi być spełnionych kilka warunków zasadniczych. Pierwszym jest wola wojskowych do rozwoju myśli wojskowej; drugim, wynikające z niego konsekwencje w postaci rozwoju sztuki wojennej, programów, doktryn, instrukcji, regulaminów, metodyki itd.
Minione kilkanaście lat to permanentne przepisywanie, tłumaczenie i adaptacja innych regulacji - zarówno z NATO, jak i innych armii, szczególnie amerykańskiej. Było to naturalną konsekwencją adaptacji w nowym układzie polityczno-wojskowym. W międzyczasie polska myśl wojskowa, oparta o wielowiekowe doświadczenia, poszła do lamusa, a razem z nią instytucje, które były zawsze jej kreatorem.
Ale to raczej problem czynnika ludzkiego. Trzon profesury wojskowej odszedł w tej sytuacji do „sektora cywilnego”. Wszyscy porzucili teorię wojskowości i zajęli się bardzo „pojemnym” tematem, jakim jest bezpieczeństwo narodowe. I mamy teraz oficerów z dyplomami z bezpieczeństwa narodowego, którzy mają aspiracje do dowodzenia, ale nie wiedzą, jak zorganizować np. forsowanie batalionu. Ja to nazywam aspiracjami do wygubienia wojska. W tym przypadku do potopienia.
Wykorzystano to dla skomercjalizowania jedynej wojskowej uczelni, mogącej być siła napędową dla doskonalenia naszych, polskich rozwiązań z wykorzystaniem tego, co z NATO przeszło. Bezkrytyczne adaptacje często nie mają zastosowania w naszych warunkach. Chociażby dlatego, że mamy inną organizację wojsk i inne systemy uzbrojenia.
Nieuchronnie nadchodzi reforma szkolnictwa wojskowego. Dodam, że kolejna i według tradycji tych reform - gorsza od poprzedniej. Widać wyraźnie, że w tej reformie potrzeby wojska mają raczej uboczne znaczenie. Walka stoczy się pomiędzy środowiskami naukowymi. Prym wiedzie środowisko warszawskie, które nie ma tradycji przygotowania dowódców. Ale za to chce przejąć szkolenie za wszelką cenę. Bo to są ogromne środki. A przygotowanie dowódców polowych ma raczej znaczenie drugorzędne.
I widzę tu wielką rolę dowódców wojskowych, którzy wyraźnie, jednym głosem, powiedzą, że chcą akademii polowej dla młodzieży wojskowej i akademii dowodzenia dla przyszłych dowódców i oficerów sztabów. W przeciwnym wypadku wyręczą ich w tym różnej maści naukowcy, bliscy politykom. A co to oznacza?
Była niegdyś w CK armii komenda w sytuacji bojowej, z której nie było wyjścia „…broń w kozły i do modlitwy…”.

piątek, 16 marzec 2012, 16:19 Odwrócona piramida

Do niedawna w strukturach WP były pułki, między innymi pułki czołgów. Ciekawa, skuteczna bojowo struktura, sięgająca także doświadczeń polskich pancerniaków z II wojny światowej. Pułk taki stanowił siłę pięciu kompanii czołgów i kilku kompanii wsparcia bojowego i logistycznego. Razem nieco ponad 800 żołnierzy.
W pułku takim dowództwo składało się z dobrze wykształconych wojskowo oficerów. Bardzo doświadczonych szkoleniowo. Zawsze po kilkuletniej akademii dowódczo-sztabowej, po wielu ćwiczeniach. Należeli do nich dowódca (płk), jego czterej zastępcy (ppłk) i - z reguły - szef sekcji operacyjnej. Zatem zespół silny w zakresie dowodzenia i szkolenia. I tak było w istocie, przechodziłem taką szkołę. Ciężka, polowa „orka”… Sam byłem szefem sztabu takiego pułku. Przeszedłem to.
W nowych strukturach Polskich Sił Zbrojnych w brygadach mamy bataliony. Bardzo silne, bo liczące pięć, sześć kompanii, z tego zawsze cztery bojowe. Współczesny batalion ma wiele więcej możliwości realizowania zadań bojowych. Może sięgać po wsparcie, z lotniczym włącznie. Będzie mógł więcej, w niedalekiej miejmy nadzieję przyszłości, w dobie robotyzacji pola walki.
Taki batalion posiada ponad 800 żołnierzy, ale takim batalionem dowodzi skromniutki pod względem stanu osobowego i kwalifikacji „sztabik”. I proszę się nie obrażać, bo w konfrontacji z innymi współczesnymi odpowiednikami w czołowych państwach świata jesteśmy na końcu. Tam docenia się rolę batalionu na polu walki. Sztaby są silne i dobrze pod względem kwalifikacji przygotowane. Dowództwo powierza się starszym oficerom, po akademiach dowódczo-sztabowych. Wspiera ich dobrze wykwalifikowany, doświadczony sztab.
W armii brytyjskiej dowódca kompanii jest majorem. I niech ktoś im wytłumaczy ,że kapitan jest lepszy… W polskim batalionie, w ramach „ofensywy obniżania etatów w linii”, kierownikami sekcji „S” są oficerowie, byli dowódcy plutonów. Są to doskonali żołnierze, ale bez właściwego przygotowania w zakresie działań batalionu i wyżej. I oni planują użycie bojowe batalionu.
Czy ludzie stracili już wyobraźnię? Dlatego często mamy problemy z dowodzeniem w operacjach w Afganistanie. Niech nas inne działania w wymiarze szerszym, wojennym omijają, bo czarno to widzę.
Doszło już do tego, że w batalionach i dywizjonach likwiduje się etat szefa sztabu, łącząc go z funkcją zastępcy dowódcy. Pomijam merytoryczną tego ocenę, bo normalnymi słowami jej się sformułować nie da. Jest to kolejny, wręcz kliniczny przykład upadku odpowiedzialności w armii. Dodam, że w Warszawie wysokich etatów przybywa…

wtorek, 06 marzec 2012, 10:39 Wojskowa czasoprzestrzeń

 Kolokwialnie, po żołniersku, definiuje się ją jako przestrzeń dzielącą czas na wykonanie zadania od ósmej do…płotu.
Jednak jest i inna definicja, która mówi oczywiście o czasie na realizację zadania, ale też określa przestrzeń tej realizacji.
Przestrzeń to miejsce, jakie trzeba wypełnić między innymi nową techniką wojskową, oparta na najnowszych technologiach. Przestrzeń to stara technika, która kwalifikuje się tylko do recyklingu, a nie do garażu na zapas wojenny.
Mimo zdecydowanej woli tych, co na wojsko finanse wydzielają ,wielu wojskowych, wierząc w swoją nieomylność i odwieczną bezkarność, środki te skutecznie marnuje. Idzie o - na przestrzeni ostatnich czterech lat - ok.4 miliardy!
I nie jest to do końca winą tych, którzy odpowiadają za zakupy, a bardziej tych, którzy generują archaiczne lub nieosiągalne wymagania, nazywając to szumnie programowaniem. Przerażająca jest ich liczba. I porażające świadectwo ich niekompetencji.
Środki podatnika topione są tak od wielu lat w bzdurne modernizacje, a zdolności armii ulegają degradacji. Brak wizji programowej i doraźne zakupy sparaliżowały jasność widzenia przyszłości armii. Kto lub co jest temu winne?
Na pewno pęd do stanowisk za wszelką cenę. Wybitni w niekompetencji i w służalczości poświęcą wszystko i wszystkich, aby dojść do stanowisk i godności. I nieważne jest, że pomijają w „cudowny” sposób kolejne szczeble kariery wojskowej. Nie dowodzą brygadą, dywizją, nie przechodzą inspekcji, ćwiczeń brygadowych i dywizyjnych z wojskami. Dlaczego?
Boby temu nie podołali. Wojsko by w tej walce wygubili. Mają więc inne sposoby na karierę. Zrobią wszystko, o czym tylko przełożony pomyśli. Zniszczą każdego, o którym przełożony pomyśli, że ma potknięcia. A trudno mieć potknięcia w sztabach.
I na pewno w chwili próby ci „wspaniali” pierwsi opuszczą swoje wojska. Historia to potwierdziła w roku 1939 .Polecam uwadze „Zeszyty Historyczne” wydane przez Instytut Literacki w Paryżu, w 1990 r. Wtedy ważne były defilady, a rozbudowa armii i jej przygotowanie do wojny spadało na barki młodych dowódców. Przecież teraz jest podobnie. Przykład? Proszę bardzo, pierwszy z brzegu.
Jaki mamy system mobilizacji? Bo to, co zostało z poprzedniego, to nieszczęsne resztki na papierze. Klęska NSR (Narodowych Sił Rezerwowych), polityka kadrowa... Zasłanianie się tajemnicą w tym przypadku świadczy o nieróbstwie. I nie obwiniajmy o wszystko polityków, bo to wojskowi im meldują i podpowiadają.

poniedziałek, 12 grudzień 2011, 11:54 Jak uzyskać jakość szkolenia?

Na pewno nie corocznymi zapisami w planach typu „…zintensyfikować szkolenie itd…”. I nie wiem, ile byśmy wydali amunicji z magazynów i kupili symulatorów, to jakość szkolenia nie ulegnie poprawie.
Po prostu, coraz bardziej widoczny jest brak dowódców wyrosłych na szkoleniu, ćwiczeniach, pasach taktycznych i strzelnicach bojowych. Natomiast kolejka chętnych na stanowiska dowódcze coraz większa. Warto mieć w CV wpisane dowodzenie. I to nie tam jakimś plutonem. Śnią się bataliony, pułki i brygady. Ważny jest awans i potem spięty spokój. A doświadczeni dowódcy, z dala od Warszawy, rozwijają się powoli albo wcale. Co w konsekwencji, co wcale nie powinno dziwić, pcha dobrą młodzież do cywila. I dramatem jest, że młodzi oficerowie i podoficerowie po Iraku, Czadzie i Afganistanie odchodzą albo poza jednostki liniowe albo do cywila. Bez szans na ich racjonalne wykorzystanie. Kogo na to stać?
Dowódcy w zasadzie mają mały wpływu na rozwój czy może raczej promowanie najlepszych. Stałą praktyką stało się, że na atrakcyjne wakaty w linii kierowane są osoby z rezerwy kadrowej na minimalny czas kadencji. Nawet wbrew woli dowódców.
A kto kieruje polityka kadrową? Kiedyś duży w tym udział mieli oficerowie polityczni, a teraz KTO? I niech nie wydaje się tym z prowincji, że w Warszawie mogą się pomylić!
Przerwy pokoleniowe, brak kontynuacji dowódczo-szkoleniowej, nieudolny system edukacji wojskowej - oto diagnoza tej choroby. Kreowaniem szkolnictwa i szkolenia w naszej armii zajmują się ludzie, którzy nie widzieli kompanii piechoty w polu. Tych, którzy znają się na tym, odsuwa się na boczny tor jako potencjalnie zagrażających awansom „gwiazdorów”.
A „gwiazdorzy” nie odróżniają jednostki ognia od gromadzenia zapasów amunicji.
Pora już na obiecywany od lat system zbierania i wdrażania doświadczeń. Głęboka reforma czeka szkolnictwo wojskowe, psute systematycznie od kilku lat. Czas na wykorzystanie ludzi sprawdzonych w boju i na poligonach. Oni mają nadawać ton armii. Czas postawić na merytorykę i metodykę szkolenia.
A co zrobić z klasą rozpolitykowanych, salonowych wojskowych, dla których „bizantyjski stół” dla gości jest ważniejszy od jakości szkolenia bojowego? Od żołnierskiego wysiłku?
Czekam na podpowiedzi.

wtorek, 06 grudzień 2011, 14:21 Modernizacja czy raczej... renowacja?

W zaciszu gabinetów rozgrywa się bój spotkaniowy o program pancerny. I wydawać by się mogło, że spór dotyczyć może wymagań w zakresie walorów bojowych. Okazuje się, że idzie o to, czy program w ogóle będzie. Program, który w dobie kryzysu może być wielką szansą dla polskiej, narodowej zbrojeniówki.
Wychodzi na to, że T-72 i bwp-1 są na tyle doskonałe, że czeka je jeszcze sporo lat służby. I nieważne, że my Polscy żołnierze mamy doświadczenia z Iraku. Gdzie widzieliśmy setki rozbitych wyżej wymienionych pojazdów. I nie ma tu miejsca na dyskusje na temat wyszkolenia Irakijczyków. Problem tkwił w przewadze generacyjnej, jaką dysponowały wojska koalicji. Wszelkie próby podjęcia pojedynków ogniowych kończyły się zniszczeniem T-72 czy bwp-1. Widziałem w Bagdadzie Abramsa z siedmioma śladami uderzeń od pocisków z T-72. Lekkie wklęśnięcia w pancerzu.
Już dawno armaty 125 mm z dwudzielną amunicją i 73 mm naboje do Groma wyczerpały swoje możliwości. Były dobre może jeszcze w latach 80-tych. Teraz zarówno T-72 jak i bwp-1, będą zwalczane spoza zasięgu swoich ogniowych możliwości. Potencjalny przeciwnik w rozwoju możliwości ogniowych poszedł znacznie do przodu. Pozostaje nam być jeszcze przez kilkanaście lat celami niczym na strzelnicy. Ale pozwolę sobie zauważyć, że w tym sprzęcie wyślemy na wojnę, czego nigdy wykluczać nie należy, naszych, polskich żołnierzy. Zgroza.
I co ciekawe, według niektórych wojskowych lepiej „modernizować” i utrzymywać stary sprzęt o bardzo niskich walorach bojowych, niż wyposażać armię w nowoczesny sprzęt, budując nowe zdolności. I jak zwykle na drodze rozwoju armii stoją urzędnicy wojskowi, przekonani o swojej nieomylności. Wszak już chcą robić czwartą z kolei reformę armii. Po poprzednich, ogłoszonych sukcesami.
Mój Przyjaciel ś.p. Tadek Buk nazywał takie podejście do problemu „pudrowaniem g….”. Ja nazwę to bardziej dyplomatycznie - po rozmowie z zacnym kustoszem muzeum… renowacją.
Warto dokonać bilansu korzyści i strat, jakie czyni renowacja w zdolnościach armii. Warto zmusić niektórych do myślenia kategoriami przyszłości. Aby po sobie szrotu w armii nie pozostawili.

sobota, 26 listopad 2011, 07:44 Przygotowanie rezerw

Jednym z podstawowych zadań , które czekają armię w najbliższej perspektywie, to przygotowanie rezerw osobowych na potrzeby czasu „W”. Temat w opinii wojskowych tak tajny, że albo mówią o nim szeptem albo wcale. Ale to raczej ma swoje źródło w braku pomysłu, jak się z tym uporać. A że to temat trudny, więc nie warto się nim zajmować.
Wpisy, jakie przeczytałem na blogu, skłoniły mnie do zajęcia stanowiska w tej kwestii.
Od kilku lat zaniechano procesu przygotowania rezerw osobowych. Ci, którzy odchodzą z armii, w swojej lwiej części nie dają sobie „wręczyć” przydziału mobilizacyjnego lub w ogóle nie ma dla nich miejsca. Jestem tego przykładem i wielu moich kolegów. Jesteśmy niepotrzebni.
Generalnie przyjęto, że NSR to ta część armii, która wypełniać ma vacaty do etatu „P”. I nie ma to żadnego odniesienia do etatu „W”. Choć powinno. Przy tworzeniu NSR zapomniano o rozwoju żołnierzy tej formacji, o ich doskonaleniu w systemie wojskowym. A przecież jest to najlepsza część społeczeństwa polskiego, chcąca spełniać swój obowiązek wobec Ojczyzny jako jej żołnierze.
Wzorem innych państw warto wypracować organizację Sił Rezerwowych ze stosownym dla nich systemem motywacji zarówno dla żołnierzy, jak ich pracodawców cywilnych .Tak, aby SR były autentyczne i efektywnie przygotowane. Mieści się w tym i z pewnością idea NSR. Na dzisiaj niedopracowana. Mimo, że ogłoszona sukcesem zanim zaczęła żyć swoim życiem. Nagrody za sukces podzielono. Resztę przykrywa kurtyna milczenia. Poza jedną kwestią. Jeżeli coś nie gra, to winni są jak zwykle dowódcy, którzy niezrozumiali, co „Warszawa” miała na myśli.
Z pewnością najlepszym rozwiązaniem jest tworzenie w ramach NSR zwartych pododdziałów na czele z najlepszą kadrą dowódczą. Szkolić je według potrzeb jednostek, w których funkcjonują. Przygotowywać specjalistów, którzy mają wypełnić struktury pododdziałów skadrowanych w czasie „P”. Celowym było by ich wykorzystywanie na stanowiskach etatu „W” w czasie zgrywania bojowego na poligonach.
Dowódcy powinni też mieć wiedzę, kogo spośród żołnierzy NSR można zakwalifikować na etat „P” i wówczas angażować specjalistów w zamierzenia szkoleniowe kompanii czy batalionu w danym roku. Szczególnie w czasie szkolenia poligonowego.
To na dziś temat otwarty. Scenariusze będą się mnożyć. „Z tej mąki będzie dobry chleb”.
Ważne, żeby dowódcy i żołnierze zawodowi mieli pomysł na integrację w ich jednostkach żołnierzy NSR. I żeby ci drudzy poczuli się potrzebni armii.
 

<< Lipiec 2014
PonWtŚrCzwPiąSobNie
123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031


O mnie




Generał broni, oficer dyplomowany wojsk pancernych, obecnie na emeryturze.
Służbę w Wojsku Polskim rozpocząłem w 1976 r. Dowodziłem 32. Pułkiem Zmechanizowanym, 16. Dywizją Zmechanizowaną, 11. Dywizją Kawalerii Pancernej oraz Wielonarodową Dywizją Centrum-Południe w Iraku. W latach 2006-2009 byłem dowódcą Wojsk Lądowych.
Archiwum
Rok 2014
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2013
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2012
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2011
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2010
Grudzień
Listopad
Księga gości